Kto naprawdę jest The Special One? (tekst pisany dla pieniędzy)

“Jak doskonale wiecie, moja przyszłość jest związana z FC Porto. Sprawy innych klubów mnie nie interesują .” Takie słowa, niewiele ponad miesiąc temu, padły z ust największego trenerskiego odkrycia minionego sezonu. Dziś Andre Villas Boas, bo o nim mowa, szukuje się powoli do zmiany klimatu i przeprowadzki na Stamford Bridge. To dobra okazja aby przyjrzeć się bliżej tej postaci, przeanalizować jego dotychczasową karierę i zastanowić się jak też poradzi w jednym z najlepszych klubów ligi angielskiej.

Swoją karierę trenerską rozpoczął w dość niekonwencjonalny sposób.  W wieku 16 lat Villas Boas, młodzieniec pochodzącu z bogatej, arystokratycznej rodziny i fan FC Porto, podrzucił list z krytycznymi uwagami ówczesnemu sąsiadowi i szkoleniowcowi Smoków - Bobby’emu Robsonowi. Główny zarzut jaki stawiał anglikowi, to przetrzymywanie w rezerwie Domingosa Paciencii z którym później, już na ławce trenerskiej, rywalizował o zwycięstwo w Lidze Europejskiej. Podejrzewam, że ta anegdota jest wam dobrze znana więc nie ma sensu zagłębiać się w szczegóły. Dość powiedzieć, że Robsonowi wyraźnie zaimponowała nutka bezczelności w zachowaniu Villasa Boasa, ponieważ został jego protektorem.To dzięki niemu nastoletni chłopak odbył staż w Porto, oraz na wyspach (w Ipswich Town). Co ciekawe w wieku 21 lat został też na krótko trenerem reprezentacji Brytyjskich Wysp Dziewiczych. Na jego twarzy musiał już wysypać się zarost, ponieważ nie przyznał się pracodawcom do swojego wieku aż do zakończenia tej współpracy. W 2002 roku rozpoczął nowy etap w swoim życiu, wracając do Porto, gdzie został asystentem Jose Mourinho.

Skoro już jesteśmy przy Jose dobrze byłoby się odnieść do bezustannego porównywania Villasa Boasa do jego dawnego mentora. Moim zdaniem obu panów przy wszystkich podobieństwach, więcej jednak dzieli niż łączy. Przede wszystkim warto byłoby obalić mit, że żaden z nich nie zamierzał zostać piłkarzem, od początku upatrując swoje przyszłe zajęcie w trenerce. Owszem, tak było w przypadku Villasa Boasa. Natomiast Mou grał w piłke i to dosyć długo. W pewnym momencie w drugiej lidze portugalskiej. Okazał się jednak tak słaby, że nie pomógł mu nawet ojciec, będący wtedy także jego trenerem. Jose nie poddał się i przez jeszcze kilka lat szwędał się po niższych ligach portugalskich. Być może zdeterminowało to kolejną różnice między tymi dwoma trenerami. Różnice w sposobie bycia, osobowości i kontaktach z mediami. Villas Boas nie prowokuje, nie wykłuca się z sędziami, jest bardziej umiarkowany w przedmeczowych prognozach. Mourinho bez cienia wątpliwości jest wielkim trenerem, ale być może doznana w młodości trauma, zbytnio rozbuchała jego ambicję i agresję w dążeniu do celu. Możecie to uznać za zaletę, ja uznaję to za wadę, przynajmniej w wydaniu Jose.

No ale nie o nim miał być ten tekst i po kilku głupawych spostrzeżeniach domorosłego psychologa na temat mistrza, czas wrócić do jego ucznia, który do 2009 roku zadowalał się rolą asystenta. Pełnił ją u boku Mourinho w 3 kolejnych klubach, długo będąc najbardziej zaufanym jego współpracownikiem. Jednak z czasem zaczął coraz częściej pokazywać, że ma swoje zdanie, niekoniecznie zbiezne z pogladami bezpośredniego przełozonego. W konsekwencji doprowadziło  to do rozstania dwóch portugalczyków i rozpoczęcia samodzielnej kariery przez Villasa Boasa.

Jako pierwsi wyciągneli do niego ręke działacze Academici Coimbry, chyba bardziej w akcie desperacji niż z chęci wsparcia młodego, perspektywicznego trenera. Ten uratował zespół przed spadkiem i w obliczu odejścia z Porto Jesualdo Ferreiry, otrzymał szanse prowadzenia klubu o większych ambicjach i możliwościach. Każdy kto oglądał chociaż jeden mecz ekipy Villasa Boasa w sezonie 2010/2011, wie jak fantastyczne były efekty jego pracy. Wygrana w  finale Ligi Europejskiej sprawiła, że stał sie najmłodszym trenerem który zdobył to trofeum. Do tego zwycięstwo we wspaniałym stylu w lidze, (w sezonie w którym najwięksi rywale również byli w dobrej formie.) Piłkarze tacy jak Falcao, Guarin, Hulk, Fucile czy Fernando jeszcze rok temu nie byli znani przeciętnemu kibicowi piłki nożnej. Dziś to absolutna światowa czołówka, obiekt pożądania największych klubów większych klubów europie.

Ciężko jest wytłumaczyć fenomen Andre Villasa Boasa. Człowieka który w wieku 33 lat ma na koncie same sukcesy, osiągane z tak dużą łatwością. Co jeszcze bardziej zabawne, wydaje się, że również kolejny etap jego kariery może się zakończyć powodzeniem. Chelsea za Ancelottiego grała systemem, preferowanym równiez przez portugalczyka w drużynie Smoków, tak więc nie będzie musiał wszystkiego burzyć i budować od podstaw. Villas Boas zna ten klub, współpraca z najbardziej doświadczonymi graczami The Blues za czasów Mourinho, układała mu się co najmniej przyzwoicie. Wszystko w życiu zaczynał bardzo wcześnie i chyba przywykł już do sytuacji, gdzie w drużynie grają starsi od niego zawodnicy. Mimo to potrafi zdobyć posłuch i zaufanie dla swoich pomysłów. Być może Andre wróci za pół roku do Portugalii z podkulonym ogonem, być może za kilka lat nikt nie będzie dokładnie kojarzył co to wogóle był za koleś. Jednak jeśli dzisiaj miał bym, zgadywać jak potoczą się jego dalsze losy, byłbym skłonny stwierdzić, że może bardzo szybko dołączyc do największych nazwisk w swoim fachu…

* Skomentuj ten wpis

Wisła Kraków i widoki na Ligę Mistrzów.

Wisła Kraków sięgnęła niedawno po 13 tytuł mistrza Polski w swojej historii. Oznacza to, że za około miesiąc Biała Gwiazda po raz 14345 podejmie próbę uchylenia wrót do Champions League. Tym razem kibice mają chyba jednak prawo do większego optymizmu w stosunku do lat poprzednich. Są ku temu dwa powody. Jednemu na nazwisko Maaskant, drugiemu Valckx.

Jako pierwszy do Krakowa zawitał właśnie były dyrektor sportowy PSV Eindhoven. To on polecił na stanowisko trenera swojego rodaka, tak więc nie może dziwić świetna współpraca między oboma holendrami. Widać, że Stan do którego należy ostatnie słowo w kwestii sprowadzanych zawodników, liczy się ze zdaniem Maaskanta na ich temat. Oprócz indywidualnego poziomu umiejętności prezentowanych przez poszczególnych graczy, ocenia ich pod względem dopasowania do systemu gry, preferowanego przez trenera.  Abstrahując od wszystkich jego zalet, warto zauważyć, że Valckx jest po prostu stuprocentowym profesjonalistą. Każdy z zawodników ściągniętych przed rundą wiosenną do Wisły był przez niego oglądany po kilka razy na żywo. Nie wiadomo czy uda się utrzymać tak dużą skuteczność na rynku transferowym w nadchodzącym okienku, jednak nawet jeśli nie zostanie sprowadzona żadna nowa perełka, to zimowy zaciąg powinien stanowić trzon drużyny szykowanej na Ligę Mistrzów.

Zacząłem od Stana Valckxa, wykonujacego swoją pracę nieco w cieniu, dla podkreślenia jego olbrzymiego wkładu w sukces Białej Gwiazdy. Trzeba jednak oczywiście przyznać, że również Robert Maaskant doskonale spełnia swoją rolę. Oprócz nowych zawodników, wiosną świetnie spisywali się gracze o większym stażu w drużynie Wisły. Przede wszystkim skrzydłowi: Patryk Małecki i Andraż Kirm. Obaj doskonale znaleźli się w holenderskim systemie 4-2-3-1, w którym właśnie od postawy zawodników występujących na obu flankach zależy najwięcej. Poza tym mamy do czynienia z pierwszym trenerem który potrafi się (przynajmniej do tej pory) dogadać ze wspomnianym Małeckim. Na efekty nie trzeba było długo czekać i “Silny” był chyba najlepszym zawodnikiem Wisły, na przestrzeni całego sezonu. A tak na marginesie, Robert wygląda przede wszystkim na sympatycznego gościa. Imponuje mi w nim połączenie luzu i profesjonalizmu w podejściu do piłki. To musi się udzielać zawodnikom.

Czego więc jeszcze potrzeba do awansu do upragnionej LM, skoro Wisła ma odpowiedniego trenera i dyr. sportowego? Moja odpowiedź będzie dosyć oryginalna, nie uważam bowiem żeby kluczem do sukcesu były jakieś szczególne wzmocnienia. Raczej wysiłki sztabu szkoleniowego powinny się koncentrować, na konsekwentym doskonaleniu obecnego zespołu, który w tak krótkim czasie dokonał kolosalnej poprawy jakości gry.

Co do ewentualnych transferów uważam, że podstawowa jedenastka wymaga co najwyżej 2 czy 3 nowych piłkarzy. Przede wszystkim w klubie nie ma obecnie nominalnych, klasowych bocznych obrońców. Być może niezłym pomysłem byłby niedawny spadkowicz Błażej Telichowski. Zapewne byłby do wzięcia za dość niewielką cenę, a jest graczem co najmniej przyzwoitym. Przydałby się również defensywny pomocnik w miejce Wilka ( lub przynajmniej do rywalizacji z nim) bo Siwakow najprawdopodobniej nie zostanie na kolejny sezon. Ponadto trzeba było by pomyśleć o dublerach dla Małeckiego, Kirma i Genkowa.

Osobiście mam jednak (być może nieco naiwne) przekonanie, że Wisła już dzisiaj jest w stanie powalczyć o Ligę Mistrzów.  Możecie mnie z tego rozliczyć, jeśli wiślacy wrócą z podkulonymi ogonami z lipcowej wyprawy do Azerbejdżanu/Armenii/Albanii/Estonii/Czeczenii i po raz kolejny przekonamy się, że nie ma już w dzisiejszym futbolu słabeuszy.

* Skomentuj ten wpis

Destruktorzy-Konstruktorzy 0:2

Wiemy już kto zagra z Manchesterem United 28 maja, w finale na Wembley.  Barca po średnim jak na nich meczu, pokonała Real na Bernabeu. Trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że żaden z meczów rozgrywanych przez te drużyny w tym roku, nie zachwycił. Więcej było negatywnych emocji i kiepskiego teatru, niż pięknych akcji i bramek.  Ale jak mogło być inaczej, skoro tylko jednej drużynie zależało na grze w piłkę?

Miałem przed tym meczem pewne obawy. I nie chodziło o to, który z dwóch wielkich hiszpańskich klubów awansuje do finału. Szczerze mówiąc miałbym na to serdecznie wyjebane (chociaż od zawsze darzyłem Blaugrane większym sentymentem). Ale ten mecz był czymś więcej. Pojedynkiem dwóch opozycyjnych wizji futbolu .

Każdy z nas marzył w dzieciństwie, że zostanie piłkarzem.  Kopiąc piłkę na szkolnym boisku widzieliście pewnie siebie oczami wyobraźni w pięknych rajdach, dryblingach, strzelających gole z przewrotek, pięknych wrzutek, na stadionie wypełnionym po brzegi fanatycznymi kibicami.  Gracze Realu prawdopodobnie też tak to sobie wyobrażali. Tymczasem wczoraj zobaczyłem drużynę skoncentrowaną na przepychankach i prowokacjach , na próbach zastraszenia przeciwnika brutalną (nie agresywną, ale chamską nastawioną na zrobienie krzywdy przeciwnikowi) grą. Nie tędy droga. To nieprawda, że “cel uświęca środki”. Zresztą na końcu i tak zawsze zwycięży prawdziwy sport.

Czy prawdziwych kibiców Realu, pamiętających czasy Raula, Morientesa nie upokarza dzisiejszy sposób gry zespołu?  Wtedy zwalniano trenerów za mało efektowny styl gry, nawet po zdobyciu mistrzostwa.  Czy nie jest poniżeniem dla królewskiego klubu, że dzisiaj jedynym sposobem gry z Barceloną, jest boiskowy bandytyzm i tanie symulki?

Barcelona jest obecnie najlepsza drużyną na świecie, być może nigdy nie było lepszej. Nie zmieni tego ewentualna porażka w finale. Barcelonę można pokonać raz, czy dwa, tłamsząc ich fizycznie, perfekcyjnie realizując założenia taktyczne.  Ale nikt nie jest w stanie zagrać takiej piłki jak oni i myślę ,że tak pozostanie przez najbliższych kilkanaście lat. Pogódźcie się z tym kibice, którzy próbujecie być bardziej “madryccy” od samych Madrytczyków. Doceńcie to, że macie szanse oglądać na żywo Messiego, Xaviego, Inieste. Jako, że nic nie trwa wiecznie, kiedyś będziecie mogli jeszcze cieszyć się sukcesami swojej drużyny.

PS.  Real przy dużym szczęściu powinien ten mecz kończyć w 8. Więc dywagacje nad czerwoną kartką dla Pepe (w 100% słuszną) są i tak bezcelowe.

* Skomentuj ten wpis

To jest już koniec…

A więc koniec. Już za rok nie zobaczymy Adama w zawodach Pucharu Świata. Czy dobra decyzja? Ciężko powiedzieć. Z jednej strony Adam zrobił tak dużo jak nikt, więcej niż wszyscy Polscy skoczkowie razem wzięci i należy się naszemu Mistrzowi odpoczynek. Jednak jest druga strona medalu - Polskie skoki, Polski SPORT traci bardzo dużo. Polscy kibice zostali sierotami.

Jednak Adam podjął decyzje i musimy ją zaakceptować….
Dziś byliśmy światkami ostatniego konkursu - Adam’s Bull’s Eye. Niestety pogoda przeszkodziła. Dziwne zachowanie Austriaków, liczyłem, że jednak oddadzą skoki a tu…Do tego jeszcze fatalna realizacja telewizyjna. Sam benefis oceniam za porażkę. Dobrze, że Adam swymi sukcesami przyćmił to wszystko.

Nie ma takich słów jakimi mógłbym podziękować Adamowi. Byłem świadkiem kariery najlepszego Polskiego sportowca. Oglądałem skoki od sezonu 2000/2001 czyli w wieku 7 lat zacząłem swoją przygodę. Twój sposób zachowywania się na skoczni ukształtował mnie jako człowieka. Razem z Tobą skakałem, dmuchałem Tobie pod narty, krzyczałem…

ADAŚ, DZIĘKI ZA DZIECIŃSTWO!!!

* Skomentuj ten wpis

Najkrótszy dowcip świata…

Real Madryt.

* Skomentuj ten wpis

O Wojciechowskim i “Klubie Kokosa”

Czytaliście pewnie jeden z ostatnich artykułów na Weszło o Danielu Kokosińskim. Do Polonii ściągnął go Jacek Grembocki i zaproponował kontrakt w wysokości 15 tys. zł miesięcznie. Grembockiego już na Konwiktorskiej nie ma, ale zostawił on po sobie balast w postaci “Kokosa”. Kiedy zorientowano się, że chłopak wielkiej kariery już nie zrobi, postanowiono odesłać go do innych zajęć. Tak więc w ramach wypełniania swojego kontraktu Kokosiński truchta trzy razy dziennie po schodach na stadionie.

Nie ma co się rozwodzić nad jego klasą sportową (zresztą muszę przyznać, że widziałem go jeszcze w barwach Znicza i sprawiał wrażenie solidnego gracza). Dla mnie co innego jest interesujące w całej tej sprawie.  A mianowicie nagła popularność jaką zaczął się cieszyć właściciel “Dysko-Polo” Józef Wojciechowski. “Płaci i wymaga”, “wreszcie ktoś weźmie za mordy tych patałachów”, i tak dalej, i tak dalej. Ciągle te same gadki. Piłkarz w Polsce do tego stopnia stracił szacunek, że każdy kto zacznie go obrażać staje się ulubieńcem niektórych kibiców i dziennikarzy. Tylko jakoś nie wspomnieli panowie z Weszło, że ktoś tego nieudacznika, łamagę i lebiegę zatrudnił i podsunął mu kontrakt do podpisania. Wojciechowski najpierw wykłada kasę na nowych piłkarzy a potem obraża ich w gazetach i grozi zsyłką do rezerw. Ściąga do ligi Smolarka, płaci mu niewiadomo ile a potem płacze, że nic nie gra i że jest przepłacony.

Wierzycie w to, że cała liga trenuje, tylko w Polonii wszyscy się opierdalają? Może po prostu warto poszukać innych piłkarzy jeśli ci się nie sprawdzają. Albo stworzyć obecnej kadrze optymalną atmosferę, tak żeby można było z nich wycisnąć maksimum. Jakim cudem piłkarz ma dać z siebie maksa jeśli jego własny prezes jedzie po nim w “Przeglądzie Sportowym”? Jeśli JW nie zmieni swojego podejścia, to wypada tylko życzyć mu udanej walki o awans w przyszłym sezonie.

* Skomentuj ten wpis

Ekstraklasa

Jaga-Polonia  2

Ruch-Arka   1

Lechia-Korona  2

Cracovia-Polonia B  1

Śląsk Wrocław-Zagłębie  1

Lech-Wisła   X

Legia-Górnik     X

PS. Z dedykacją dla trenera który nie jest miękkim chujem robiony, w pierwszą rocznice pracy z kadrą.watch?v=r6wWx3×49c0

* Skomentuj ten wpis

Polsat

Uprzedzam wszystkich czytelników, to nie jest tekst o piłce nożnej. Jest kierowany do wszystkich ludzi zdegustowanych brakiem transmisji z meczu polaków na siatkarskim mundialu, na niekodowanym kanale. Kiedy po raz pierwszy dotarła do mnie ta wiadomość, myślałem, że powodem jest mecz Lecha w Lidze Europy z Salzburgiem. Jako, że w równym stopniu uważam się za kibica futbolu oraz siatkówki, z lekkim zdenerwowaniem, ale jednak przyjąłem tą decyzje do wiadomości. Jednak przeglądając program telewizyjny na najbliższe dni natknąłem się na ciekawą informację. Otóż w czasie meczu planowana jest emisja syfu dla ograniczonych umysłowo ludzi seriali których tytułów nie mam ochoty tutaj przytaczać. Abstrahując od poziomu intelektualnego tych audycji, przecież można je pokazać w dowolnym dniu o dowolnym czasie. Niestety nie posiadam TV 4, więc nie mam możliwości obejrzenia ani jednego z naprawdę wyjątkowych wydarzeń sportowych.  Z tak wielką i wprost okazywaną pogardą dla widzów jeszcze nigdy się nie spotkałem. Wszystkie mecze z udziałem naszej reprezentacji śćiągały przed telewizory wielomilionową publiczność. Jest to cyniczna próba szantażowania kibiców (mająca na celu zwiększenie sprzedaży dekoderów).

Jeśli odwiedzają tą stronkę jacyś fani “przebijanki” chciałbym zwrócić się do nich z gorącym apelem. Jeśli kierownictwo stacji nie zmieni decyzji i nie umożliwi obejrzenia nam meczu wicemistrzów świata i mistrzów europy, z mistrzami świata w kanale głównym, ZBOJKOTUJMY ICH!  Przerzućmy się z “Wydarzeń na “Fakty”, zamiast Pierwszej Miłości obejrzyjmy Plebanię. Ja osobiście nie zamierzam w takim wypadku oglądać tej stacji NIGDY WIĘCEJ!.

Teraz możecie mnie już zjechać, że piszę o takich sprawach na forum piłkarskim. Ja musiałem swoją złośc przelać na papier (czy też raczej na monitor).

Czy ta pani jest warta oglądania kosztem siatkarzy?

* Skomentuj ten wpis

Środowe mecze Champions League.

Dzisiaj dokończenie 2 kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Nękany nudą postanowiłem zamieścić moje typy, poparte krótką analizą wybranych spotkań.

Hapoel-Lyon     2

5 punktów uzbierali w siedmiu kolejkach Ligue 1 wicemistrzowie Francji. W tym czasie piłkarze ze Stade Gerland, ulegli takim tuzom jak SM Caen czy Lorient, przegrywając wszystkie wyjazdowe mecze (bilans 2:7). Warto jednak pamiętać, że w poprzednim sezonie w europejskich pucharach, Lyon potrafił wywieźć komplet punktów z Anfield Road. Bez porównania łatwiejszym zadaniem wydaje się zwycięstwo nad dziewiątą drużyną ligi Izraelskiej. Mimo słabej formy, warto po wysokim kursie postawić na gości, którzy mając już jedenaście punktów straty do lidera w tabeli lgowej, będą chcieli odnieśc kolejne zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Dodajmy, że od tego meczu może zależeć posada szkoloeniowca, Clauda Puela.

Glasgow Rangers-Bursaspor      X

Możemy się tylko domyślać nastrojów panujących w ekipie tureckiej, po debiucie w LM.  ”Zielone Krokodyle” dostały solidne baty od znajdujących się w świetnej formie piłkarzy Valencii. Jeśli jednak spojrzymy na tabelę Superligi, ukażę się nam zupełnie inny obraz drużyny Bursasporu. Drużyny która z kompletem zwycięstw po 5 kolejkach przewodzi w tabeli, mając na swoim koncie wyjazdowe zwycięstwa z drużynami Sivasspor i Galatasaray. Moim zdaniem po lekcji futbolu jaką otrzymali w pierwszej kolejce, mistrzowie Turcji zagrają ostrożniej i wywiozą remis z Ibrox Park. Tym bardziej, że Rangersi mimo dobrego rezultatu w meczu z Manchesterem, nie zachwycili stylem gry w pierwszym meczu.

Tottenham-Twente          1

Mimo, iż “Koguty” nie imponują na początku sezonu są moim faworytem w tym meczu (nie jestem obiektywny jako kibic tej drużyny).  Chociaż w lidze Tottenham prezentuję się słabo, to jednak zdołał wywieźć punkt z trudnego terenu w Bremie. Jestem przekonany, że piłkarsko jest to lepsza drużyna od Twente a dodatkowo potrafią wykorzystać atut własnego boiska. Liczę na dobrą grę Van der Vaarta i Petera Croucha, chociaż przyznam, że byłbym spokojniejszy gdyby wreszcie obok niego w ataku mógł zagrać Defoe. Mimo to stawiam na “jedynkę”

Kurs całkowity wg. BWiN:  12.06

* Skomentuj ten wpis

Spóźnione podsumowanie sparingów kadry.

Gdyby ktoś kilka miesięcy temu powiedział mi, że będę zadowolony z minimalnej porażki reprezentacji z Australią, nie uwierzył bym. Jednak powodów do umiarkowanego optymizmu po ostatnich spotkaniach, mamy sporo.  Zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie sierpniową kompromitację, jaką zafundowali nam Smuda i jego orły.

Przede wszystkim rzucało się w oczy dobre przygotowanie fizyczne. Pod względem szybkości, dynamiki i wytrzymałości zdecydowanie przewyższaliśmy Ukraińców, nieznacznie ustępując reprezentantom Australii. Wreszcie widać, że niektóre akcje były przemyślane i ćwiczone na treningach. Nasi przestali improwizować na boisku (nie wychodziło im to zbyt dobrze) i próbują grać proste, oskrzydlające akcję. Kilka podań i wrzutka w pole karne (nad tymi wrzutkami trzeba jeszcze sporo popracować). Do tego nowego stylu gry doskonale pasują nasi dwaj boczni obrońcy, występujący w Bundeslidze.  Chociaż do Euro jeszcze prawie dwa lata, stawiam stówę przeciwko paczce zapałek, że to właśnie Piszczek i Boenisch będą podstawowymi zawodnikami na swoich pozycjach.  Solidnie zaprezentowali się również Murawski i Wojtkowiak. Cieszy powrót do kadry Artura Boruca. W wywalczeniu miejsca w podstawowym składzie nie powinien mu przeszkodzić Tytoń (chyba, że taki prawdziwy, do palenia). Dramatycznie słabo w obydwu meczach, zagrali natomiast Sławek Peszko i Michał Żewłakow. Myślę, że zwłaszcza dla tego pierwszego, mecz w Krakowie powinien być jednym z ostatnich w reprezentacji Polski (przynajmniej narazie).

Na deser zostawiłem sobie Franciszka Smude. Zastanawiam się, po co powołuję on na zgrupowanie reprezentacji 23 zawodników? Pierwszej zmiany dokonał około 70 minuty. Żaden z zawodników którzy zaliczyli świetny początek w klubach, nie dostał prawdziwej szansy. Tak naprawdę nie wiemy na co stać np. Sobiecha. Zaliczył trzy mecze w reprezentacji, ale nie jestem pewny czy miał już jakiś kontakt z piłką.  Odważniej z tymi eksperymentami! W końcu Franiu na każdym kroku powtarza, że zespół jest ciągle w budowie i na etapie selekcji.

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


styczeń 2012
P W Ś C P S N
« czerwca    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031